— Niestety, pragnę zaproponować państwu wyjazd za grani¬
cę - rzekł major Grinal.
— Pan żartuje, panie majorze? — rzekła guwernantka.
— Otrzymałem rozkaz udania się do Związku Radzieckiego
w celach wywiadowczych. Jeżeli się państwo zgodzicie, pojedzie¬
my wszyscy troje.
— Niezła propozycja, panie majorze, lecz nie wyczuwa pan
trudności w zrealizowaniu swoich planów? — rzekł Anglik.
— Już to obmyśliłem, być może, że będą i trudności, gdyż
mnie również patrzą na ręce, ale kto nie ryzykuje, w kozie nie
siedzi. O sposobie wyjazdu powiadomię państwa osobiście,
a teraz proszę o zachowanie naszej umowy w jak największej
tajemnicy. To wszystko, co chciałem powiedzieć — tu major Gri-
nał przerwał, pożegnał się i wyszedł.
— Co o tym pani myśli, panno Krystyno? - zapytał guwer¬
nantki Anglik w chwili, gdy zostali w oficynie sam na sam.
— Nic nie myślę, po prostu nic nie myślę, panie majorze
— rzekła guwernantka.
— Hm... — zadumał się Anglik.
— Prawdę mówiąc, zdaję sobie sprawę z tego, że spokojnego
życia już mieć nie będę — rzekła z rezygnacją guwernantka.
— Nie mamy prawa posądzać majora Grinala o planowanie
jakiegoś podstępu, niemniej musimy się mieć na baczności - rzeki
Anglik.
— Ostrożność nie zaszkodzi... — potwierdziła guwernantka.
— Gdyby ziściło się to co mówi major Grinal, w niedługim
czasie znaleźlibyśmy się w mjej ojczyźnie — rzekł Anglik.
— Co ja tam będę robiła? — zapytała z zakłopotaniem guwer¬
nantka.
— Panno Krystyno, będzie pani moją żoną — pochwycił pół-
żartem Anglik.
— Mam to traktować jako oświadczyny? — zapytała również
półżartem guwernantka.
269