Rano chłopiec wychodził dosyć późno, z tego powodu zawsze się śpieszył, natomiast spowrotem szedł już wolniej i przy pierwszej lepszej okazji zatrzymywał się.
Tego dnia szedł z Gustkiem. Pomimo że mieszkali teraz z dala od siebie, to jednak - ucząc się w jednej klasie — mieli wspólne sprawy, dobre i złe; tajemnice i osobiste porachunki. Dziś na przerwie międzylekcyjnej podczas gry pokłócili się o guziki.
Po skończonych lekcjach Gustek jakby nigdy nic wyszedł ze szkoły wcześniej i pobiegł w stronę domu. Michałek zaś, wiedząc, że przyjaciel się na niego gniewa, przeszedł miasteczko, zszedł na wały stawów, przystanął i zapatrzył się na leniwie pływające w wodzie karpie. Znudzony patrzeniem, uzbierał parę zeschłych grudek gliny i puścił po tafli wody kilka „kaczek". Ruch ryb ożywił się, ale za to dojrzał go stawowy i, nie zwlekając, puścił się pędem za chłopcem.
Michałek, zauważywszy tużtuż, blisko siebie biegnącego stawowego, ruszył z miejsca. Niestety, po paru krokach zaplątał w coś nogę i runął na ziemię jak długi. Leżąc na ziemi, nagle zauważył, jak przed stawowym ktoś wyskoczył z krzaków i popędził w jego kierunku. Teraz owa postać i stawowy lecieli wprost na niego. Michałek, niewiele myśląc, poderwał się do ucieczki, lecz tkwiąca w sidle noga uniemożliwiła mu ruch zupełnie i chłopiec powalił się ponownie na ziemię jak długi. Jakimś momentalnym odruchem, Michałek jednak uwolnił swoją nogę z uwięzi i poderwał się do ucieczki. Było jednak za późno, albowiem stawowy, dopadłszy chłopca w biegu, zdzielił go wiklinowym kijem po plecach: raz, drugi, trzeci! Michałek uciekając zwolnił dopiero przy Sanie.
- Aleś oberwał dzisiaj tęgawe lanie — zaśmiał się Gustek,
wychodzÄ…c z ukrycia.
- To twoja robota, to sidło! - rzekł ze złością Michałek.
25