kwiat dwóch puszcz
Rozdział 4 Szkolne lata

Nie wiedziała bowiem, że owym chłopcem był Michałek. To on właśnie szedł w jesienną szarugę obok pałacu, to jemu natura w ów jesienny dzień grała smętny marsz — marsz na drogę sierocego, nieznanego życia. Nie wiedziała, że po śmierci matki Michałkiem zaopiekował się jego wuj, Zaściański.
Przyjechał on pewnego dnia do gospodarstwa Magierów, zabiał na wóz, co było niezbędne dla Michałka i Weronki i pożyteczne do jego własnego gospodarowania, wyprowadził ze stajni krowę, przywiązał ją do wozu, dzieci wziął na wóz, resztę pozamykał i odjechał.
Zaściański siostrzeńcami przejęty był bardzo, a jego szczerość mówiła sama za siebie. Zaściańska natomiast od pierwszej chwili przejawiała w stosunku do przybyłych wielką rezerwę.
Z jej to właśnie powodu Weronkę zatrudniono jako pomocnicę w domu, Michałka zaś posłano do szkoły.
Droga, którą Michałek chodził do szkoły, właściwie się nie zmieniła a jedynie stała się dłuższa - wiodła ona tuż obok ogrodu hrabiego Koronowskiego, następnie przebiegała nad brzegiem łagodnego stoku staczającego się w stronę Sanu i doprowadzała wprost do młyna. Za młynem stał kościół, obok kościoła była szkoła.
Kiedy słońce wychylało swą tarczę zza Kszeszowkiej góry i kąpało swe promienie w bystrym nurcie Sanu, Michałek brał pod pachę kalitkę z książkami i wychodził na lekcje.

24