— Przespał pan — rzekł rozweselony Róża.
— Żarty na bok — odpowiedział podnieconym tonem Ciorny.
— Czto eto znaczyt — zapytał Azja.
— W wiosce była łapanka, szef zaś poszedł sprawdzić, a że i
nie miał cywilnych spodni, więc pożyczył sobie spodnie od pana
— wyjaśnił tym razem poważnie Róża.
— O czym mówicie? — włączył się do rozmowy Azja.
Róża powtórzył wiadomość i na tym kłótnia w cegielnia-
nym „salonie" została zakończona. Po niedługim czasie do kryjówki wrócił Wania, usiadł na swoim posłaniu i zamyślił się.
— Czyżby stało się coś złego?! — zapytał szefa Róża.
Wania w zamian odpowiedzi potaknął głową.
— Może by tak ucieknąć? — zaproponował zawsze przezorny
Afryka.
— Najlepiej na księżyc?! — dodał rozdrażniony Wania.
— Mnie tam wszystko jedno, byleby uciekać — rzekł zupełnie
serio Afryka.
— Wasz naród z tego słynie, że ucieka przez cały świat
i wszystkie wieki, a niewiadomo przed kim i po co - włączył się
Azja.
— Przed ludźmi! — odciął się Afryka.
— Afryka ma rację, popieram Afrykę — rzekł Ciorny.
Róża natomiast słuchał uważnie sprawozdania szefa Wani
i wielce był podniecony, a gdy padły słowa: Magiera Weronka, zrobiło mu się ciepło, po czym spuścił głowę i zamyślił się:
— Czto tibia, Róża — zapytał chłopca Wania.
— Siostrę mi zabrali — westchnął Róża.
— Współczuję wielce, ale nic na to nie poradzimy — rzekł
Ciorny.
— Istotnie, to trudna sprawa — dodał Wania.
— To przeze mnie ją zabrali — rzekł z wyrzutem ku swojej
osobie Róża.
— Dlaczego? — zapytał Wania.
229