zadowolenia jak polowanie na grubego leśnego zwierza — odezwał się
w pewnej chwili pułkownik Jerzy Koronowski.
— Czy wiewiórki panowie również zaliczają do grubego zwie¬
rza? — zapytał fabrykant.
— A to już ze słów inżyniera wynika, że nie jest pan myśli¬
wym — rzekli prawie wszyscy razem obaj bracia Koronowscy.
— Nie możemy powiedzieć, że w naszych lasach mamy grubą
zwierzynę, ale średnią owszem. Grubą zwierzynę mieli nasi przod¬
kowie, mieli wówczas niedźwiedzie, tury, żubry. Najprawdopo¬
dobniej do tego czasu trwają takie nazwy jak: Turza głowa, Nie¬
dźwiedzia polana, Żubrowy strumyk. Nam niestety zostały jedy¬
nie: dziki, jelenie, sarny, a jeżeli pan, panie inżynierze, sobie życzy,
zapraszam na polowanie, albowiem zamierzam urządzić je za
równe dwa tygodnie - rzekł hrabia Tarnogórski.
— Bardzo dziękuję, radbym, ale nie umiem strzelać, nato¬
miast państwu życzę powodzenia — podziękował fabrykant.
W pewnym momencie panna Irena wstała, pożegnała zebranych i udała się do swojej sypialni. Rozebrawszy się przyjrzała się swym wdziękom w półmroku nocnej lampki i położyła na tapczanie. Leżąc spojrzała na zdjęcie narzeczonego, który teraz właśnie przebywał po studiach na praktyce w Szwajcarii. Partnerzy zaś, ukończywszy partyjkę brydża, odjechali do swoich siedzib, w salonie natomiast został sam hrabia Ryszard Koronowski.
Teraz mogę odpocząć — rzekł sam do siebie a następnie skierował się do swojej sypialni, po drodze uchylił drzwi do pokoju Marioli, podszedł do niej, pocałował w czoło, przyjrzał się jej i wyszedł na korytarz.
W swoim pokoju hrabia Koronowski jak zwykle zastał w nocnej szafce zdjęcie żony, Zuzanny, ujął toż zdjęcie, pocałował, usiadł na tapczanie, zwiesił głowę i zadumał się nad swoim samotnym życiem. Teraz właśnie główną jego namiętnością pozostała fortuna, a że dobra prosperowały dość względnie
22