— Sam pan widzi, że nikogo tu niema — odpowiedziała sta¬
nowczym głosem guwernantka.
— Nie chciałbym być w pani skórze, jeżeli ich tu znajdziemy
- rzekł oficer.
— Wtedy racja po waszej stronie, panie majorze — odpowie¬
działa bez cienia lęku guwernantka.
— Zobaczymy! — rzekł oficer, a następnie wyszedł na dzie¬
dziniec i począł uważnie przyglądać się swoim podwładnym, któ¬
rzy tym bardziej nie szczędzili sił i szukali, aby przypodobać się
szefowi.
Po dłuższy szukaniu podszedł do majora podoficer w randze
feldfebera, zasalutował i rzekł:
— Melduję, panie komendancie, że nic nie znaleziono!
— Zbierać ludzi i odjeżdżamy — padł rozkaz majora Grinala.
— Tak jest! — zasalutował feldfeber.
W chwilę po tym zawarczały motory i Niemcy odjechali w stronę Niska. Rozpłynął się kurz i dawno ucichły odgłosy samochodów, guwernantka stała w miejscu jak urzeczona, a myśli jej zdawały się być wzburzone niczym ocean po największym huraganie. W tem prawie niepostrzeżenie zbliżyła się do guwernantki panna Anna, uśmiechnęła się serdecznie
i rzekła:
— Dzień dobry.
— Oj, jak widzisz, nie za bardzo dobry, droga Aniu - odpo¬
wiedziała pół przytomna guwernantka.
— Czyżby co pani uczynili? — zapytała panna Anna.
— Na szczęście nic, ale... — odrzekła guwernantka i westchnęła.
— To się nie ma czem martwić, bo..., a porządek zrobimy jak
się patrzy — rzekła panna Anna.
Widocznie słowa te podziałały na guwernantkę orzeźwiająco, albowiem zanim panna Anna wzięła się do porządków, guwernantka wymknęła się ze swego mieszkania, wpadła do przygotowanej dla chłopców kryjówki i aż załamała ręce.
209