Stojąc nad brzegiem okopu, wykonanego w czasie działań wojennych, pochodzącego jeszcze z pierwszej wojny światowej, Michałek zachwiał się, stracił równowagę i wpadł do dołu.
—Hrabia! — krzyknął Gustek.
Michałek wychylił się z okopu, spojrzał przez resztki galaretowatej masy jak przez peryskop i rzekł:
-Acha?!
Istotnie, była to bryczka hrabiego Koronowkiego, który w tej chwili właśnie powracał do dworu ze swoją córeczką, liczącą około sześciu lat, i przyglądał się swoim majętnościom nieomal z pasją kolekcjonera.
—Tatusiu, co to za chłopcy? — zapytało ojca małe dziewczę.
—Córeczko, ci chłopcy pasą bydło — odpowiedział hrabia.
—Pastuszkowie?! — rzekła mała.
—Tak, pastuszkowie — potwierdził ojciec.
Michałek i Gustek tymczasem pobiegli czem prędzej do swoich krów, wygnali je na drogę i popędzili ku wiosce.
—Przyjdzie jeszczcze koza do woza?! — rzekł w pewnej chwili
do Gustka wściekły Michałek.
—Czemu by nie — odpowiedział z miną bohatera Gustek
i na tym cała rozmowa pomiędzy młodymi przyjaciółmi się skończyła.
Przypędziwszy krowę do domu Michałek jak najszybciej uwiązał ją, wszedł do izby, stanął tuż przed matką i rzekł:
—Wicie co mamo, hrabia nas zastał jak paśliźwa krowy
w lesie, a Gustek tak mi przyłożył grzybem w onem czasie, że
mało świata widziałem.
—Dyć łobuzie, jakby ci pan kazał wkurzyć i źle by nie zrobił, bo zawsze mówię, że trza tak postępować jak przystoi na
dobrego chłopoka a z ciebie to jakie złe ścierwo wyrośnie — rzekła Magierowa. Może nie było tak źle jak mówiła matka Michałka, lecz ciągłe gderanie było już jej przyzwyczajeniem.
2