— Oczywiście, że można, ale tacy chłopcy przeciw najeźdźcy
to tyle, co malutka kropla w oceanie — odpowiedziała pouczająco
guwernantka i pogładziła Michałka po białej jak len czuprynie.
— To prawda — rzekł speszony Michałek.
— Ja tam, choć mi było źle, to ja się niczego nie tykani
- rzekł Żydek.
— Kropla też wodą — rzekł jakby sam do siebie Michałek.
— Oczywiście... — pochwyciła guwernantka.
— Więc kropla do kropli... — rzekł Michałek.
— Będzie struga — dodała guwernantka.
— A struga to już coś! — rzekł rozweselony Michałek.
— Widzę, że jesteś śpiący? — rzekła guwernantka do Michał¬
ka i ujęła go za ramię.
— Trochę — odpowiedział Michałek, starając się wszystkimi
siłami zachować pozór wytrwałości.
— Więc idźcie spać, a ja tymczasem zajmę się sprzątaniem,
dobrze?
— Dobrze — odpowiedzieli jak na komendę chłopcy i, nie
zwlekając udali się na spoczynek, z tym, że Michałek wpierw
musiał zdjąć wszystko odzienie, wykąpać się i dopiero wówczas
wszedł do łóżka, położył głowę i zasnął twardym, smacznym
snem.
Guwernantka natomiast zajęła się sprzątaniem, a gdy ukończyła, podeszła do chłopców, pogładziła ręką dwie różniące się kolorem czupryny z wielką czułością, jak matka, powróciła do swego pokoju, rozebrała się, przejrzała się w lustrze — a była naprawdę piękna —
i położyła się również do snu. Nazajutrz zaś wstawszy bardzo wcześnie, przygotowała chłopcom śniadanie, a sama udała się do kościoła na ranną mszę. Po skończonym nabożeństwie poszła na cmentarz, przystanęła nad grobem dawnego Michałka, tuż obok ślicznej, młodej wieśniaczki, chwilę postała, po czym zwróciła się do dziewczęcia i rzekła:
— Widzę, że nie może panienka zapomnieć o swoim
199