kwiat dwóch puszcz
Rozdział 2 Sierotectwo

— Moje ptaszynki, może jesteście głodne — odezwała się
w pewnej chwili Magierowa do dzieci.
— Nie, matulu - odpowiedzieli prawie razem Weronka i Mi-
chałek.
— O tam, wuj Tomek przywiózł od siebie trochę pożywienia, jedzcie, jedzcie - rzekła Magierowa i mimo woli zapadła
w głęboki sen.
Weronka podeszła do tobołka, który leżał na skrzyni, rozwinęła go i wyjęła zeń chlebuś biały jak słońce, ser, kawałek kiełbasy i aż się roześmiała.
Michałkowi ślinki potoczyły się na widok przyniesionych posiłków, ale dziś on był silny, dziś jego pragnieniem nie było jedzenie, lecz pragnął zdrowia matki, chciał, aby matka wstała z łóżka, i cieszyła się życiem jeszcze przez długie lata.
Niestety...
Czas płynął.
Było to już późnym wieczorem, gdy po kilku dniach przy łóżku Magierowej ponownie usiedli sąsiedzi, których chora kazała poprosić; inni przyszli z ciekawości.
Płomyk gromnicy, igrając u wezgłowia, oświetlał twarz ciężko dyszącej, a jej oczy wpatrzone w oboje dzieci były coraz bardziej obojętne, oddech stawał się coraz cięższy i cięższy, aż wreszcie uciszył się i zanikł zupełnie.
Owa chwila podobna była trochę do blasku zachodzącego słońca, lecz nie ta sama - gdy zachodzi słońce, budzi się nadzieja, że wzejdzie ponownie.
To co się działo teraz, już się nigdy nie powtórzy, albowiem gasło słońce rodzinne - jedna, jedyna nadzieja i pociecha małych istot, które potrzebowały ciepła, a ciepło to odeszło w nieokreśloną dal, na zawsze. Chociaż słońce matczynych uczuć było ubogie i słabe, świeciło przecież jednakowo ukrytymi promieniami macierzyńskiego serca, serca, które przestało bić na zawsze. Wicher zaś grał swoje nieznane melodie na konarach pół

18