— Kiedy synku dorośniesz, bądź zawsze dobrym i wyrozu¬
miałym człowiekiem, szanuj bliźnich, hołduj prostocie i wspinaj
się jak najwyżej o swoich już siłach, bo mnie już siły opadają.
Wspomniał też, jak w ostatniej chwili sąsiedzi podali ojcu gromnicę, jak twarz jego przytomnie nieruchomiała, by pozostać tak w jego pamięci na zawsze.
Pamiętał również, że wszyscy troje długo opłakiwali ojca, lecz czas niczym niewidzialny lekarz zagoił rany ich serc, tak że po ojcu zostało tylko wspomnienie, i z tymi myślami Michałek wrócił do izby, zbliżył się do matki i zapytał:
— Lepiej wam, matulu?
— Odrobinę lepiej kochany synu — odpowiedziała Magierowa.
Wojciech Wyka, siedząc przy stole, pisał coś na arkuszu pa¬-
pieru i powtarzał:
— Dla Weronki połowę chałupy i dla Michałka połowa cha¬
łupy i po połowie staja pola.
— Tak ma być - rzekła Magierowa.
-1 to cały wasz testament? — zapytał Wyka.
— Cały — odpowiedziała Magierowa i zapłakała.
Pisarz gminny podsunął chorej papier, Magierowa podpisała go trzema krzyżykami, podpisali go też świadkowie — stary Gawęda oraz znachorka Smoliszka Adela i na tym dokument zakończono.
Dopiero teraz Michałek uprzytomnił sobie, że nadchodzi straszna chwila i zapłakał, a za nim zapłakała Weronka i wszyscy znajdujący się w izbie.
Wojciech Wyka, sporządziwszy testament, chwilę posiedział, a następnie podniósł się i wyszedł; wnet porozchodzili się i sąsiedzi, pojechał też brat chorej ze swoją żoną Magdą. W izbie pozostała tylko znachorka Smoliszka, Weronka i Michałek, a że znachorka była bardzo dobrą znajomą i lubiła się z Magierowa bardzo, jak tylko mogła podawała Magierowej parzone zioła; w końcu wyszła i ona.
17