wam to, co tylko było możliwe, oraz na co pozwalały warunki; resztę wypracowaliście sami swoimi chęciami i pracą.
Kierowniczka mówiła dość długo i przekonywująco, a z jej słów wynikało, że mówi tak, jakby mówiła matka do własnych dzieci — czule i serdecznie.
Na zakończenie podała kilka informacji, tuż po tym nastąpiło rozdanie świadectw i powrót do domów. Michałek, wracając ze szkoły, również
i tym razem nie zapomniał o swej drugiej pani, wszedłszy zaś do oficyny, rzekł:
— Proszę pani, przyszedłem serdecznie podziękować za
wszelką pomoc w nauce, a za to, że pani taka dobra, to niech te
kwiaty będą moją zapłatą, gdyż nic innego pani dać nie mogę.
— Dziękuję ci, chłopcze, ja też o tobie nie zapomniałam
— mówiąc to, guwernantka podała Michałkowi małą paczuszkę
przewiązaną szafirową tasiemką i życzliwie uśmiechnęła się:
— B-bardzo dziękuję, ale ja... — wykrztusił Michałek.
— Wiem co masz na myśli i bądź spokojny, życie jest ciężkie,
tym bardziej, że wróg skuł w ogromne kajdany nasz polski na¬
ród — odpowiedziała guwernantka i pogłaskała Michałka po bia¬
łej jak len czuprynie.
— A to moje świadectwo - rzekł Michałek i wyjął zza pazu¬
chy kawałek zawilgoconego od potu papieru.
— Widzisz, trzy klasy masz już za sobą, jeszcze cztery i mógł¬
byś iść dalej i zdobywać zawód.
— Jak Bóg da, tak będzie — odparł Michałek.
— Pamiętaj, do ostatniej chwili nie wolno w życiu się załamy¬
wać, chyba że los podyktuje co innego — wówczas trzeba to
z godnością zaakceptować. Wiadomo ci, że Niemcy wypowie¬
dzieli wojnę Związkowi Radzieckiemu - rzekła guwernantka.
— Wiem, mówił mi o tym Żyd...
— Czemu nie dokończyłeś zdania? — podchwyciła Michałka
na słowie guwernantka.
169