kwiat dwóch puszcz
Rozdział 2 Sierotectwo

— Jak widzicie — odpowiedziała słabym głosem Magierowa.
— Takie to życie... ale nie martwcie się, jeszcze pochodzicie
po tym świecie; dzieci wam dorastają, będziecie mieć pociechę
- rzekł sołtys i usiadł na krześle.
Brat chorej, Zaściański, na wpół z ufnością, na pół zgorszony, popatrzył na Wykę, na zabiegi znachorki, i nic nie mówiąc, wyszedł na podwórko; wrócił zaś po upływie godziny, przywożąc z miasteczka doktora.
— Dzień dobry - rzekł doktor, wchodząc do izby, wtem,
przez nieuwagę stuknął się mocno łysą głową w górną drzwiową
futrynÄ™.
— Wybaczy pan, panie doktorze — chałupa stara jak świat
i nie dla panów z miasta - rzekł Zaściański.
— Właśnie się przekonałem — zaśmiał się doktor, rozcierając
guza na czole, a następnie zbliżył się do łóżka chorej, spojrzał na
nią i rzekł:
— Moroo in cer ta...
— Weronka, jak myślisz — pomoże doktor matuli, czy tyż
nie? — zapytał Michałek.
— Bo ja wiem, jak będzie... — odpowiedziała Weronka i za¬
płakała.
Wojciech Wyka, siedząc obok dzieci na progu sieni, spoglądał co chwilę — to na Weronkę, to na Michałka, takim wzrokiem, jakby już widział ich obojga, wydanych wyrokiem opatrzności na pastwę losu. Westchnął, a kiedy doktor odjechał, wstał z progu, wziął do ręki pióro i począł pisać testament.
Tuż po Wyce do izby wróciła Weronka, w sieni zaś pozostał tylko Michałek. Siedział on na progu i swoim dziecinnym rozumem analizował tok swego przebytego życia.
Przypominał sobie, jak ojciec dwa lata temu leżał na tym samym łóżku, w podobnej porze roku, i głaszcząc go po włosach, mówił mu słowa:

16