Beztroskie dziecinne lata upływały Michałkowi szybko i niepostrzeżenie. Nadszedł dzień, że opadły z drzew pożółkłe liście i słały na ziemi żółto-czerwoną poduszkę, a chłód obejmował nad światem panowanie.
Magierowa, matka Michałka, od kilku dni nie wstawała z łóżka. Leżała z oczami utkwionymi w brudnych deskach powały, ciężko dysząc. Co raz częściej zaglądali do niej znajomi, przyjechał też brat gospodarujący w drugiej wiosce, który uprzednio prawie nigdy do Magierowej nie przychodził.
Wchodząc do domu, pochwalił Boga i rzekł:
-Jak czujesz siÄ™ MartuÅ›?
- W Bogu nadzieja - odpowiedziała Magierowa, a krople łez jak duże perły spłynęły z jej oczu i zginęły w pościeli wezgłowia.
Michałek, stojąc wraz z Weronką obok łóżka, na którym leżała matka, zwiesił głowę i tylko od czasu do czasu podnosił oczy, badając swym smutnym dziecinnym spojrzeniem myśli przybyłych.
Do izby wszedł Wojciech Wyka, zdziwiło to Michałka bardzo, gdyż człowiek ten jeszcze nigdy w progach ich chaty nie był.
Wyka jak wszyscy inni, pochwalił Boga i zwyczajem zapytał chorej o zdrowie.
15