— Jeszcze trochę, a zrobię z ciebie rekruta bumcyk buta, już
jest połowa, z jednej strony jesteś jak wiecheć, z drugiej już się
błyszczy księżycowa głowa.
— Ny, jak ty tam strzyżesz, że ja czuć każdy włosek, nie mógł¬
byś mniej ścipać?! — wyszeptał błagalnie Żydek.
— A, bo masz kłaki jak oset! — rzekł Michałek.
— To wsy kolą?! — zapytał Żydek.
— Nie, ale od strzyżenia już mnie ręce bolą! — odpowiedział
Michałek.
Z drugą połową głowy poszło Michałkowi nieco lepiej, a kiedy cała głowa była ostrzyżona, podał on Żydkowi ścierkę, podprowadził do strumyka i rzekł:
— Wody chyba ci wystarczy, więc do mycia!
— Ładny woda w ten dołek — rzekł, pochlebiając, Żydek.
— Co ja z tobą zrobię? — zastanawiał się głośno Michałek,
a następnie dodał:
— O, wiem!
— Co? — zapytał Zydek.
— Ty zostaniesz tu aż do zmroku, a kiedy się dobrze ściemni,
przyjdę po ciebie i zaprowadzę w bezpieczne miejsce.
— Na pewno przyjdziesz? - zapytał Żydek.
— Na pewno! — odpowiedział Michałek i, mówiąc to, po¬
biegł w stronę domku, w którym przebywała niegdyś nerwowo
chora profesorka.
Domek profesorki stał na łące, daleko poza wioską, i w tej chwili nie był wcale zamieszkały. Przyszedłszy na miejsce i wdrapawszy się po węglach pod samą strzechę, zajrzał na stryszek, zachwycił się i rzekł sam do siebie: cudownie! Po słowach tych zszedł na ziemię, usiadł na ławeczce, wpatrywał się przez dłuższą chwilę w daleki nurt Sanu i coś myślał. W końcu poderwał się i wyszeptał:
— Najwyższa pora sprowadzić profesorce lokatora.
149