W tym momencie tuż poza nimi coś zaszeleściło, chłopcy oglądnęli się i wydali jednakowy okrzyk - Byk! Byk! — i nie zwlekając, popędzili co tchu wprost przed siebie. Pędząc tak, przelecieli las, wybiegli na łąki, a że te przedzielone były szerokim rowem, przeskoczyli go
i ugrzęźli po kolana na przeciwległym brzegu. Byczek zaś, wziąwszy zbyt słaby rozpęd, wylądował w środku bagnistego rowu i ugrzązł tak, że cały był w wodzie, a jedynie na wierzchu trzymał kosmaty łeb.
— Dobrze ci tak, byku! — krzyknął uradowany Gustek.
Józefka, widząc to wszystko, śmiała się tak, aż kładła się ze
śmiechu na ziemi, i wołała: A byśta! A byśta! Z byczkiem jednak nie było żartów, gdyż biedne bydlę grzęzło w bagnie coraz bardziej.
— Ratunku, byk się topi! — krzyknął na całe gardło Michałek.
— By-yk się topi! — powtórzył Gustek.
Wołanie to usłyszało kilku kosiarzy będących na łące, dobiegliwszy
do chłopców zapytali:
— Co się wom dzieje, że tak wrzeszczy ta?!
— Bo byk się topi! — powtórzył głośno Michałek.
— Czyje to bydle? — zapytał Zaręba.
— Leleśnego — odpowiedział Gustek.
— Ładnieście go urządzili — dopowiedzili pozostali kosiarze
i dosłownie ryknęli śmiechem.
— To nie my, tylko byk sam wskoczył — począł się tłumaczyć
Gustek.
— Musiała być przecież jakaś przyczyna? — rzekł któryś
z kosiarzy.
— Ratować byka, a nie wspominać! — krzyknął Zaręba i sam,
wszedłszy do wody, pierwszy wziął się do dzieła.
Tuż za nim weszli do wody inni, w tym również Gustek i Michałek,
i zwierzę znalazło się ponownie na lądzie.
139