— Uklęknijmy przed Bogiem i zmówmy za nasze mamusie
paciorek.
— Dobrze — odpowiedziała mała hrabianka i pierwsza klęk¬
nęła na oba kolana, a tuż obok niej ukląkł Michałek i poczęli
szczerą, dziecinną modlitwę. Skończywszy, wzięli się za ręce
i tak wrócili do zbierających konwalie.
— Gdzież to chodziliście — zapytała dzieci guwernantka.
— Byliśmy przy kapliczce — odpowiedziała Mariola.
— Oj Mariolka, Mariolka! — rzekła z jakąś dziwną czułością
guwernantka i jakby rada sama ze siebie, uśmiechnęła się.
— Czas już na jechać, po drodze wstąpimy jeszcze do leśni¬
czówki inżyniera Ćwiklińskiego i wracamy do pałacu — rzekła
z kolei hrabina Irena.
— Zegnaj, mój druhu — rzekła do Michałka guwernantka
i pogłaskała go po czuprynie, a następnie jako pierwsza wyszła
z lasu do bryczki, tuż za nią wyszły hrabianki, usiadły wszystkie
trzy wygodnie w siedzeniach i odjechały.
Michałek patrzył jak w letargu za odjeżdżającymi i czuł, że w jego duszy coś się dzieje: to jakby się wznosi, to opada, to krzepnie, to topnieje, a jednak...
— Co ci to? - zapytała tego dnia po raz drugi Michałka Jó-
zefka.
— Nic, po prostu nic — odpowiedział Michałek i zamknął się
sam w sobie, jak to było w jego zwyczaju.
— Wiem! Zatęskniłeś za jaśnie panienką — zaśmiała się
z iskierką kobiecej zazdrości Józefka.
Michałek nie odpowiedział ani słowem i z tym wszyscy troje powrócili do wioski.
— Byłeś z babami na chwostach?! — zaśmiał się z Michałka
Gustek, ledwie ten pojawił się z nim oko w oko.
— Bały się iść same, to ich pilnowałem — tłumaczył się Mi¬
chałek.
— Wojsko zjechało! — rzekł Gustek.
129