kwiat dwch puszcz
Rozdział 1 Grzybiarz

Michałek i Gustek, widząc co się dzieje, dostali gęsiej skórki.
Przez chwilę siedzieli cicho na swej gruszy i czuli, że ze strachu nie oni, ale całe drzewo trzęsie się jak we febrze. Gustek spoglądnął w stronę sadu, gdzie rwali Bolek, Mietek i Maniek. Niestety, grusza była już pusta, a towarzysze stali zdała poza ogrodzeniem, w każdej chwili gotowi do ucieczki.
— Łobuzie, sam jesteś, czy z koleżkami? — radzę ci, mów
prawdę, bo jeszcze ci dołożę — nalegał na Tadzika starzec.
Tadek z początku nie mówił nic, staruszek nalegał dalej i od czasu do czasu, dla przytomności, przyłożył mu lekko po talarkach laską. Tadzik cierpiał, w końcu nie wytrzymał i rzekł:
• Byłem dziaduniu z chłopakami, ale oni...
• Co oni?
• Pewno już uciekli — rzekł Tadek.
• Tak?! A nie mogliście przyjść za dnia, tylko chodzić po
nocy i krzaki łamać.
Gustek i Michałek, widząc co się święci, postanowili po cichutku ukryć się w najciemniejszy zakątek korony gruszy.
Niestety jak na złość dosłyszał to kundel i pobiegł w ich kierunku jak strzała. Nie wiadomo, czy Gustkowi było niewygodnie, czy też nieopatrznie poruszył się. Wtem trach! — trzasnęła gałązka, na której był wsparty jedną nogą i poczuł, że leci ku gwiazdom i mimo woli złapał się Michałka. Po ułamku sekundy obaj chłopcy poczuli inną rzeczywistość, kiedy plusnęli do srebrzonej promieniami księżyca tafli wody.
Wypłoszone w sadzawce żaby przestały rechotać, ale za to pies oznajmił gospodarzowi swoją zdobycz stokrotnie.
Staruszek, będąc pewny, że jego wierny pies nie wypuści swojej zdobyczy, nakazał Tadzikowi zejść z wina, podprowadził go do sadzawki i rzekł:
• Widzisz łobuzie tych wymoczków we wodzie?
• Widzę — odpowiedział Tadek.

12