kwiat dwóch puszcz
Rozdział 9 Szkolne przygody

Pędząc obok dworu, postanowił otrząsnąć się z doznanej przygody właśnie u swego starego przyjaciela, gdyż w takich sytuacjach nie kto inny, ale pan Walenty na pewno go nie oddali. Istotnie, sprawa stała się lepsza, aniżeli Michałek przypuszczał, gdy stwierdził, że w domu nie ma nikogo. Wiedząc, gdzie jest klucz do zasuwy, Michałek pośpiesznie go odnalazł, otworzył drzwi, zdjął z siebie pośpiesznie ubranie, powiesił na piecu, sam zaś wtulił się do łóżka gościnnego i niedługo potem zasnął.
Tymczasem Walenty, skończywszy tegoż dnia pracę, przystanął na chwilę ze znajomymi fornalami i wypalał jak zwykle fajkę.
— Dobry tytoń macie — rzekł pochlebnie do starca Józef
Paździora.
— Najprzedniejszy szczebrzeszyński — odparł półżartem
Walenty.
— Mój krakowski — rzekł Jakub Jarząbek.
— Co szczebrzeszyński, to nie krakowski — dodał Józef Paź¬
dziora.
— Oj, nie było to jak Zielona machorka — westchnął Jakub
JarzÄ…bek.
-Ja tam mieszałem pół czerwonej, pół zielonej — rzekł Walenty.
— Wiadomo, pół socjalista, pół ludowiec — rzekł półżartem
Józef Paździora.
Po chwili wszyscy palacze pykali już ze swoich fajek niczym stare lokomotywy i politykowali, to o tym, to o tamtym, a kiedy jako pierwszemu Grinalowi wypalił się tytoń, resztki wytrzepał o buta i rzekł:
— Ano, na mnie już czas, muszę jeszcze przygotować sobie
jakąś strawę, trzeba też napalić w chałupie, bo zimno się bierze.
— Już czas by wam przy piecu siedzieć, Walenty — rzekł Jó-
zef Paździora.

109