• O Jezusie! — już ty nigdy sam do lasa nie pójdziesz! Wi¬-
dzisz, jaki ty jesteś łajdok?! Jeno łaska boska miała cię w opiece
i Bogu dziękować, że cię tu widzę — rzekła pełna grozy Magiero-
wa i z tym oboje wrócili do domu.
• Zdyboł was? — zapytała matki Weronka, w chwili, kiedy
Magierowa i Michałek znaleźli się na progu chaty, a ona nalewała
do misek kaszÄ™.
• Dyć znaleźliśwa się — odpowiedziała Magierowa.
Michałek, nie czekając, usiadł przy stole, przysunął do siebie swoją miskę malowaną w kogutki i jadł kaszę z wielkim apetytem.
• W lesie nie dawali? — odezwała się złośliwie Weronka.
• Dawali, jeno nie brali! — odciął się Michałek i zjadłszy
kaszę, bez słowa odsunął miskę, wyszedł na podwórko, a następ¬
nie skierował się na miejsce wieczornych schadzek.
Przybiegłszy, zastał tam już grupkę swoich kolegów i rzekł:
• Cześć!
• Cześć! — odpowiedzieli chłopcy.
W grupce jak zwykle rej prowadził Gustek, cieszył się on bowiem wśród rówieśników największym autorytetem. Po dojściu Michałka było ich razem sześciu, teraz siedzieli na dużym pniu czarnego dębu, wyciągniętego uprzedniego roku przez Kuniora ze Sanu, i planowali wypad na owoce do sadu staruszka Dziury.
Tadek, inaczej „bois", siedząc na skraju pnia, w pewnej chwili spostrzegł dużego kota, a że kocisko było potulne, przywołał go do siebie i wziął pod pachę.
• Idziemy po gruszki — rzekł ostatecznie Gustek.
• Idziemy — odpowiedzieli pozostali chłopcy chórem i ze¬
rwali siÄ™ z miejsc.
Podchodząc pod ogrodzenie staruszka Dziury, chłopcy zaplanowali rozdział czynności, po czym Bolek, Mietek i Maniek poszli na cukrówki, Gustek i Michałek zaś wspięli się na rozłożystą
10